Mariusz Szczygieł – Niedziela, która zdarzyła się w środę

10.10.2011

Mariusz Szczygieł – Niedziela, która zdarzyła się w środę
wyd. Czarne, Wołowiec 2011
ISBN 978-83-7536-249-7

Mariusz Szczygieł to jedno z częściej powracających na łamy Dzienniczka nazwisk. Pisałem o ubiegłorocznych nowosciach – Kaprysiku i Zrób sobie raj, we wcześniejszej wersji Dz pojawiła się antologia 20. Były to jednak publikacje współczesne – Szczygieł, jakiego znamy dziś: dojrzały reporter znany z bohemofilii, z ugruntowaną i niekwestionowaną pozycją wśród polskich reportażystów. Był to jednak obraz cokolwiek niepełny, pozbawiony korzeni, tego czegoś, czego dowiadujemy się o twórcy sięgając po jego pierwsze, a nie ostatnie publikacje.

Tegoroczne wznowienie zbioru Niedziela, która zdarzyła się w środę (niezawodne Czarne!) jest dobrą okazją do uzupełnienia tego ewidentnego braku. Czynię to tym chętniej, że obecność Niedzieli… w księgarniach dziś wydaje się wcale nie mniej uprawniona, niż w czasach, które owa książka opisuje. To zbiór tekstów z wczesnych lat 90., czasów na tyle nieodległych, że nawet ja – dwudziestodwulatek – mam z nich garść wspomnień, a jednocześnie na tyle już przeszłych, że książka przenosi w zupełnie inny, przaśny i barwny świat. Dzięki subtelności i czułości reportera czyta się ją z uczuciem przypominającym nieco przeglądanie rodzinnego albumu. Wszystko jest przyjemnie nieodległe i przeciętnopolskie – tekst o disco polo mówi po prostu o tym, co nas wtedy otaczało. Reportaż o Amwayu przywołuje skojarzenia z tym czy owym nawiedzonym sąsiadem czy znajomym, który usilnie wciskał jakieś płyny i proszki komu popadnie, a genialna analiza polszczyzny z początku postkomunizmu (tak, to też wytwór tamtych czasów!) wywołuje naprzemiennie zdumienie i rozczulenie – kto dziś pamięta, że bardzo kontrowersyjne było wtedy słowo chips, a kontrpropozycją była swojska prażynka? Za to powszechne nierozumienie słów dziś oczywistych – leasing, manager – wcale nie zatarło się w pamięci, wymagało tylko kubła zimnej wody – przypomnienia – na głowę.

A czasem po prostu można się zdziwić, jak bardzo się zmieniliśmy. Nie tylko dzięki tekstowi o onanizmie albo analizie ogłoszeń, ale też – oglądając zamieszczone w tekstach zdjęcia Witolda Krassowskiego. Pozornie słabo związane z tekstem, powstające od niego zupełnie niezależnie, przedstawiają jednak podobne obszary ówczesnej codzienności. Smakowite i dobre.

Dziś książka nabiera zupełnie nowego blasku. Opisywane sprawy są już zamknięte lub mają swój ciąg dalszy i nowe, wyrazistsze życie (jak licheńska świątynia, której portret – z czasów budowy – znajdziemy w zbiorze). Na pierwszy plan wybija się więc nie aktualność tematów, ale subtelność i trafność ich ujęcia. W cytowanej w blurbie recenzji wydania z 1997 roku Paweł Dunin-Wąsowicz napisał – Jeżeli w przyszłości historycy bedą chcieli się dowiedzieć czegoś o Polsce lat 90., współczesna literatura piękna nie da im za dużo, książka Szczygła – berdzo wiele. Nie pomylił się ani trochę.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.