Kurt Vonnegut – Rzeźnia numer pięć

20.08.2011

Kurt Vonnegut – Rzeźnia numer pięć
przeł. z angielskiego Lech Jęczmyk
wyd. Wydawnictwo Da Capo (seria “Lektura szkolna. IV LO”), Warszawa 1994
ISBN 83-7157-043-0

Jak widać po tytule serii, w ramach której wydano mój nieco szmatławy egzemplarz Rzeźni… (nie dość że szmatławy, to jeszcze z okładką w konwencji szkolnego zeszytu – w pociągu musiałem wyglądać jak podstarzały uczniak), z pewnym opóźnieniem sięgnąłem po książkę wchodzącą niewątpliwie w skład kanonu literatury dwudziestowiecznej. Szkic powieści jest powszechnie znany: autor opisuje bombardowanie Drezna, które sam przeżył jako jeniec wojenny, osadzając je w kontekście ogólnym drugiej wojny światowej widzianej nie z punktu widzenia stratega wojskowego obserwującego wszystkie działania, ale pojedynczego żołnierza amerykańskiego, który dostał się do niewoli niemieckiej. Jednak to, co czyni książkę najbardziej przejmującą i najsilniej korespondującą z rzeczywistością ubiegłego stulecia, to poszerzenie ram czasu akcji daleko poza wojnę, aż do chwili ukazania się pierwszego wydania amerykańskiego w 1969. Do przekazania opowieści o drezdeńskim dramacie autor kreuje bowiem fikcyjnego bohatera – życiowego, a zwłaszcza frontowego niezdarę, nieudacznika i fajtłapę – Billyego Pilgrima. Obok całej palety cech, którymi Vonnegut nie obdarzył Pilgrima, takich jak rozsądek, szyk, elegancja, sprawność fizyczna, umiejętność przetrwania – podarował mu jedną, której nie miał żaden inny żołnierz frontowy: zdolność do przemieszczania się w czasie. Czytelnik skacze więc wraz z ciapowatym Billym z okopu, gdzie prawie rozbito mu kark, wprost na przyjęcie z okazji rocznicy ślubu Pilgrima z jego pulchniutką żoną, z jadącego do obozu wagonu przepełnionego jeńcami – do szpitala psychiatrycznego lat sześćdziesiątych, a stamtąd w miejsca jeszcze dziwniejsze. Styl narracji każdego z tych pokojowych czy wojennych epizodów pozostaje niezmienny: krótkie, surowe, niemal telegraficzne akapity tworzące maleńkie podrozdziały. A potem trzask – i inna epoka. Trzask – i inna. Trzask. Trzask. Trzask. Jak z karabinu, nawet gdy strzały już dawno umilkły. Szaleństwo tu i szaleństwo tam. Bezmyślność tu i tam, błędy tu i tam, niezrozumienie, dziwni ludzie i tragiczne pomyłki. A to wszystko tak niedawno i zdarzyło się mniej więcej naprawdę (cytat ze wstępnego rozdziału powieści)…

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.