książka: Mariusz Szczygieł – Kaprysik. Damskie historie
02.10.2010
Mariusz Szczygieł – Kaprysik. Damskie historie; wyd. Agora SA/Biblioteka Gazety Wyborczej, Warszawa 2010 (ISBN 978-83-7552-867-1)
Nie byłoby tego wpisu gdyby nie pewna wizyta. Z Kają wybraliśmy się do Wrzenia Świata w Warszawie. Siedzieliśmy przy stoliku nad dobrą kawą. Obok siedział Mariusz Szczygieł, na półkach stały setki książek, które chciałbym przeczytać, a między opowieściami o tym i o tamtym Kaja spytała mnie dlaczego nie piszę już recenzji książek. Ktoś przyniósł nam antologię reportaży rzeczonego już Mariusza Szczygła, a ja przypomniałem sobie, że kiedyś odezwał się do mnie autor jednego z zamieszczonych tam tekstów. Zanurkowałem w najbliżej leżącym ode mnie stosiku i wyłowiłem niewielką książeczkę rzeczonego już dwakroć Mariusza Szczygła, której nie czytałem. Nie powiedziałem Kai, że chyba wrócę do spisywania refleksji po lekturze, ale podeślę jej link do tego postu. I tak oto wróciłem – mam nadzieję, że na dłużej, że będzie bardziej interesująco niż było i że ktoś to będzie czytał (Kaja?).
No ale – do brzegu. Kiedyś Ola pożyczyła mi, wcale zresztą niegłupią, książkę pod tytułem Randkowanie według Jane Austen. Ci, którzy czytują moje polecenia kulturalne i ich poprzednie mutacje, już o niej czytali. Jeśli chodzi o szatę graficzną, Randkowanie… i Kaprysik prezentują się bardzo podobnie. Obydwie utrzymane w różu, z krojem fontu pełnym quasi-eleganckich zawijasów, z przejrzystym składem nieunikającym bieli. Kaprysik lepiej wygląda w dziewczęcej ręce: jest mniejszy, delikatniejszy, no i ma nieco filuterny różowy ogonek – przekładkę między strony. Ogółem – coś pomiędzy książkowym wydaniem kalendarza, sekretnym pamiętnikiem trzynastolatki i nieźle wydanym romansem. Kredowy papier, fotografie, subtelny róż na brzegach kartek. A w środku – całkiem poważna literatura. Sześć niewielkich reportaży, swego czasu (jakieś siedem – osiem lat temu) drukowanych w “Wysokich Obcasach”, to opowieści o kilku zwyczajnych Polkach. Zwyczajnych, nawet jeśli niektóre nazwiska przewijające się w książce (Hanna Krall, Izabella Skrybant-Dziewiątkowska) są znane. Zwyczajnych, bo Mariusz Szczygieł, jak żaden inny reportażysta, z którym się zetknąłem, umie słuchać zwykłych opowieści i pokazywać je tak, że stają się fascynujące. Zwyczajnych, bo ich siłą nie jest brawurowa akcja, ale ukazanie delikatnych detali, które stanowią o – zwyczajnej! – wyjątkowości.
Można się wzruszyć (czytając skrawki z korespondencji trwającej kilkadziesiąt lat, czytając listy prawdziwych przyjaciółek korespondencyjnych). Można się zadziwić (wnikając w prowadzony przez dziesięciolecia spis zakupów, spotkań i noclegów poza domem, wnikając w pamiętnik, który być może trafi(ł) do Księgi Rekordów Guinnessa). Można się zapatrzeć (oglądając zdjęcia z dziwnych, nieco perwersyjnie pocztówkowych zdjęć z sesji dentystki z małego miasteczka, oglądając zdjęcia-kaprysy spełnionej kobiety).
Można się zaczytać.
